Strony

Pięćdziesiąty stan

Życie przyzwyczaiło mnie do częstych niespodzianek. Jedną z ostatnich była możliwość odwiedzenia Polinezji. Wszystko dzięki koleżance poznanej dzięki CSowi i jej ciotce pracującej w liniach lotniczych, która podarowała nam bilety na dowolną trasę obsługiwaną przez jej firmę. Kryteria wyboru był stosunkowo łatwe, tam gdzie daleko i w inny sposób będzie ciężko się dostać. Padło na Oahu na Hawajach.
Jest to jedna z ponad 130 wysp należąca do archipelagu. Nie jest ona największa, ale najbardziej zaludniona oraz na niej znajduje się Honolulu, stolica tego najmłodszego Stanu. Dla mnie było idealnym połączeniem atrakcji związanych z historią i naturą.
Na wyspie spędziłem tydzień, jest to oczywiście za krótko, żeby wszystko zwiedzić i jak zazwyczaj pozostaje uczucie niedosytu. Jednak to co zobaczyłem na zawsze pozostanie w mojej pamięci.


Widok na Honolulu z krateru Diamond Head. Niestety przez pierwsze dwa dni pogoda nie rozpieszczała.

Pomnik króla Kamehameha.

Interesujący spacer przez dzielnicę Chinatown.

Miejsce na którym najbardziej mi zależało na odwiedzeniu w Honolulu to Pearl Harbor, port w którym dla USA rozpoczęła się II Wojna Światowa.

Do pomnika i wraku okrętu USS Arizona turystów zabiera statek z muzeum na lądzie.

Nie jestem fanem wygrzewania się na piasku, ale to co mi się podobało to różnorodność plaż.

Połączenie skał, piasku i zieleni.

Południowe wybrzeże.

Bardzo popularna plaża Waikiki.

Plaża na campingu.

Pokonywanie szlaków, było dla mnie największą atrakcją. Trasa przez dolinę Moanalua.

Kilkugodzinne poszukiwanie drogi na szczyt.

Efekt końcowy był zadowalający, niestety to nie było miejsce do którego planowałem dotrzeć.


Widok na całą dolinę i ocean z drugiej strony.

Koko Head, świetna trasa po torach starej kolejki.

Po kilkudziesięciu minutach wspaniały widok z góry.

I druga strona.

Północne wybrzeże znane jest z największych fal.

Dlatego trzeba było spróbować surfingu.

W Honolulu najbardziej popularne jest japońskie jedzenie. Związane jest to z dużą ilością turystów z Azji.

Była również wizyta na farmie krewetek i próbowanie lokalnej kuchni.

Oraz lokalnego piwa.

Lody ze świeżych ananasów na plantacji Doli.

Redukcja kosztów za noclegi.

Żadnych diabłów się nie boję. 

To właśnie na Hawajach ukulele zyskało swoją popularność.

"Parking" dla desek.

Pierwszego dnia dziwił mnie taki widok w centrum miasta.

Honolulu jest domem tysięcy bezdomnych. Niestety często burzy to obraz "raju na ziemi".

Inną kwestią są porzucone samochodu. Niestety jest ich bardzo wiele w pobliżu dróg i plaż.

Czasami miałem wrażenie że Oahu to wyspa zakazów. Zabronione jest np. podróżowanie miejskimi autobusami z bagażem, picie i posiadanie! alkoholu na campingu, co chwile można spotkać tabliczki z zakazem palenia czy karmienia ptaków. Sam wiele zakazów złamałem. Żadne zdobycie szczytu czy krótki trekking nie był w pełni legalny.

Podróż z biletami standby ma to do siebie, że lecisz jak jest miejsce w samolocie. Na szczęście warunki na lotniskach były dla mnie wystarczające.