Strony

“Autostop, autostop wsiadaj bracie dalej hop”. Czyli kilka słów o najczęściej wybieranym przeze mnie sposobie na pokonywanie kilometrów.

Część I

Pierwsze doświadczenia autostopowe zacząłem zdobywać przeszło 20 lat temu. Wszystko zaczęło się na obozach harcerskich, były to jednak krótkie podwózki, najwyżej kilkunastokilometrowe. Wtedy nie spodziewałem się, że po wielu latach stanie się to mój główny sposób na podróżowanie.
Pierwsza dłuższa wyprawa miała miejsce w 2009 roku. Trasa wiodła z Warszawy do Serbii na festiwal w Guczy. Kilka lat później stopowałem do Rumunii i Bułgarii. Dopiero jednak w 2014 roku mogłem zasmakować wyjazdu nieograniczony żadnymi ramami czasowymi. Była to pierwsza samotna podróż, cel? Zachód Europy. Wtedy tak naprawdę poczułem czym jest życie bez adresu. Po tygodniu dotarłem do Porto w Portugalii i przekonałem się jak to proste. Na dobre połknąłem autostopowego bakcyla. Później był wyjazd na Bliski Wschód czy zimowa podróż do Estonii. Od sierpnia 2016 roku do chwili obecnej podróżuje po Ameryce Północnej.

Trudno dokładnie powiedzieć ile przejechałem kilometrów z nieznajomymi, ale na pewno więcej jak 60 tysięcy. Z moich obliczeń wynika, że podróżowałem z blisko tysiącem kierowców po 40 krajach na trzech kontynentach.
Właściwie dlaczego tak podróżuje? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale postaram się to wyjaśnić poniżej. Zacznę może od minusów, bo ich też nie brakuje.
  • Czekanie na podwózkę. Są lepsze i gorsze państwa czy regiony. Do moich faworytów należą kraje Bliskiego Wschodu. W Iranie i Iraku nie jest to popularny środek transportu, często jednak zatrzymywało się jedno z pierwszych aut na drodze. Mniejszą sympatią jeśli chodzi o stopowanie darzę Chorwację i Włochy, również najłatwiej nie było w Kostaryce, gdzie częściej podwozili mnie turyście niż lokalni mieszkańcy. Najdłuższe oczekiwanie na upragnionego kierowcę miało miejsce w Meksyku w stanie Sinaloa. Czekałem łącznie kilkanaście godzin i spędziłem noc na stacji benzynowej. Później się dowiedziałem, że okolica w której byłem jest bardzo niebezpieczna i prawdopodobnie to był powód dlaczego nikt się nie chciał zatrzymać. W pozostałej części Meksyku szło dużo łatwiej.
  • Pogoda. Praktycznie zawszę można na nią narzekać. Stanie kilka godzin na poboczu w palącym słońcu do przyjemnych nie należy. Również mróz miły nie jest. Jak pada mocny deszcz staram się przeczekać w miarę możliwości pod jakimś dachem. Mokrego stopowicz nikt nie chce zaprosić do samochodu. Pogoda jest również ważna w czasie samej jazdy. W Gwatemali, Hondurasie i Nikaragui większość kilometrów przebyłem na pakach pickupów. Zazwyczaj jest super przyjemnie, ale kilka razy zostałem całkowicie przemoczony deszczem.
  • Nie wiesz dokąd jedziesz. Zdarzało się, że kierowca zabierał mnie z powrotem do miasta na dworzec autobusowy. Pamiętam również sytuacje z Iranu, kiedy kierowca bardzo pragnął ugościć nas w swoim domu co wiązało się odjechaniem kilkanaście kilometrów od naszej dogi.
  • Przemierzone kilometry na nogach w poszukiwaniu dobrego miejsca do zatrzymywania samochodów. Najczęściej, żeby się wydostać z miasta trzeba drałować pieszo na rogatki, bądź skorzystać z transportu publicznego. Raz w życiu jeździłem stopem po mieście w Dubaju. Efekt był bardziej niż zadowalający. Przyjemnie było podjechać pod hotel Burj Al Arab nowiutkim Hammerem.
Mimo kilku niedogodności uwielbiam ten sposób podróżowania. Do największych zalet mogę zaliczyć:
  • Przygoda - to jest najważniejsze. Nigdy nie wiem kto się zatrzyma i dokąd dojadę. Dzięki osobom poznanym w ten sposób miałem okazję przeżyć niesamowite chwilę.
  • Darmowy transport. Nie ma co ukrywać jest to ważna kwestia, ale znajduje się na drugim miejscu. Zdarzało się, że ktoś oczekuje pieniędzy w zamian za podwózkę, dlatego np. w Albanii czy Turcji lepiej się upewnić, że nic nie będziesz musiał płacić. Warto było zapytać “para yok?” i w odpowiedzi najczęściej słyszałem “problem yok!”.
  • Możliwość poznania lokalnej ludności i poznania odpowiedzi na nurtujące pytania.
  • Komfort. Dotyczy to przede wszystkim krajów Ameryki Centralnej. Podróż z tyłu pickupa jest dla mnie wygodniejsza, niż powolne, zatłoczone chicken busy.

Uniwersalny gest, chociaż na Bliskim Wschodzie może być źle odbierany.

Kilka godzin w jednym miejscu, a miejscowi mówili, że na tej drodze nie ma dużego ruchu. Kalifornia, USA 2016.

W trakcie tej przejażdżki był deszcz, śnieg i palące słońce. Meksyk 2017.

Kilka razy miałem transport na motocyklu. Gwatemala 2017.

Blisko granicy pomiędzy Irakiem a Turcją. 2014.

Długi dystans długą ciężarówką. Kanada 2016.

Stopowanie po Dubaju. 2014.

Na wyspie Salt Spring Island były specjalne tabliczki dla autostopowiczów. Kanada 2016.

Pani z pobliskiego sklepu przyniosła mi krzesło, żebym się nie zmęczył. Honduras 2017.

Czasami to po prostu dobra zabawa. USA 2016.

A czasami lekko nie jest. Nikaragua 2017.